Odnajdujesz
mnie. Siedzę skulony w kącie. Trzęsę się. Cały dygocę. Spoglądam w Twoją
stronę, wyglądam jakbym zaraz miał się na ciebie rzucić i rozszarpać Ci gardło.
Najpierw po kawałku odrywać skórę, wprawić w ruch paznokcie, ciąć, wbić w
Ciebie swoje szpony a następnie ostrymi zębami o odcieniu perłowej bieli
odgryźć Ci krtań. Moimi pięknymi nieskazitelnie czystymi kłami. Są naprawdę
cudowne. Następnie z wielką chęcią zatańczyłbym walca z Twoimi zwłokami. Po
całym pokoju, aż Twoja krew stałaby się powodem istnienia tego miejsca. Ciebie
i mnie. Nas. Tak pięknych nowych nas.
Jednak nic
takiego się nie dzieje. Patrzysz na mnie swoimi matowymi czarnymi oczami
pełnymi strachu. Patrzysz z politowaniem. Otwierasz usta. Chcesz mówić. Nie
masz pojęcia, co masz powiedzieć. Zastanawiasz się jak poszczególne wyrazy
ułożyć w zdania. Idzie Ci to dość wolno. Słychać krzyk. Ani drgniesz. To mój
krzyk. Wrzeszczę jak opętany. Nie stajesz jak wryta tak jak zrobiłby to ktoś z
ludzkiej rasy. Nie jesteś taka. Nie boisz się. Nigdy w swoim istnieniu się nie
bałaś. Jesteś narzędziem. Sama siebie wykorzystujesz. Już wiesz. Nie prawda. Nie
masz o niczym pojęcia. Dlatego.
- Jesteś
potworem – Twierdzisz, mówisz ledwo co dosłyszalnym szeptem.
- Jestem
potworem – Przestaję krzyczeć. Spoglądam na swoje dłonie z kpiącym uśmiechem i
oczami przepełnionymi niezrozumieniem, pustką i nienawiścią. Nienawiścią do
siebie samego. Nienawidzę się. – Jestem potworem! Potworem, potworem, potworem,
potworem, potworem! Bój się mnie! – Opadam ciężko na plecy. Mój śmiech roznosi
się po całym pomieszczeniu. Jest to śmiech, który opowiada. Opowiada historię o
dziecku. O bachorze, który nie chciał pustki istnienia. Znudziło go to, więc
postanowił, że… Że? Sam już nie pamięta. A może nie chce pamiętać? Jest mu
dobrze tak jak jest teraz. Nie chce tego zmieniać. Lubi obserwować. Patrzeć
nienawiścią.
- Nie.
-Nie? – Wstaję.
Jestem wściekły. Jestem podekscytowany. Jestem zaciekawiony. Ktoś mnie
zaakceptował. Nie boi się mnie. Jest gotów mnie zobaczyć. Jestem gotów pokazać
mu, a właściwie jej najpiękniejszy ból, najcudowniejsze cierpienie. Coś, do
czego tylko ja mam dostęp. Coś, co tylko ja prawo mam zobaczyć. Ze złości tłukę
okno, które spogląda do drugiego pokoju. Moja twarz nabiera obrazu. Obrazu,
którym tematem przewodnim jest ciemność. Obrazu, na którym przewagę ma barwa
czarna. Wściekłość.
Podchodzę do
niej. Nadal wygląda na opanowaną. Nie, nie tylko wygląda. Ona jest w pełni
opanowania. Jest obojętna. Obojętna swojemu istnieniu. To złe.
-Czyż nie ma
nic gorszego niż obojętność własnej istoty? – Zadaję jej pytanie. – Nie
odpowiadaj. Odpowiedź na to pytanie mogłaby Cię sporo kosztować. Chociaż to już
pewnie nie ma dla Ciebie znaczenia. – Dotykam jej policzka. Gładzę go swoją
dłonią. Jest zdziwiona. Nasze oczy spotykają się. Muskam jej usta lekko swoimi.
Przestaję, moja ręka spoczywa nadal na jej słodkiej buźce. Ale już nie głaszczę
jej czule. Już nie zachęcam swoją czułością. – Masz piękny kark. Taki
delikatny. –Mówię, po czym dłonią, którą wcześniej pieściłem jej śnieżnobiałą
lekką cerę, właśnie tą dłonią, która udawała niewinną odpycham ją z całą siłą
jak najdalej od siebie. Upada na plecy. Rozlega się głośny trzask. Nic
poważnego. Lampa za mną leży na podłodze. Biedna, nie wytrzymała tego napięcia.
A mogła mi jeszcze posłużyć. Nie, mi nikt nie służy. Polegam tylko i wyłącznie
na sobie samym.
Leżysz na
tych spróchniałych, gnijących deskach. Na tej kupie złomu. Cały ten dom jest
już o wiele za stary jak na nas oboje. Lecz bez obaw, nasze radio jeszcze gra.
Wyglądasz tak niewinnie. Moje malutkie niewiniątko. Biedna. Czyżby było mi Cię
żal? Nie. Nie sądzę. Dobrze, może troszeczkę. W końcu jestem potworem.
Teraz, gdy
minęło kilka kojących nut ciszy podchodzę. Stoję nad Tobą. Patrzę z troską w
oczach i zastanawiam się czy dasz radę. Czy zechcesz wytrzymać ze mną swoje
istnienie. Pewnie nie będziesz miała nic przeciwko, przecież nic dla siebie nie
znaczysz. Chcę szepnąć Ci do ucha. Zdaję sobie sprawę z tego że nie mam siły
nawet stać. Zrezygnowany siadam, opieram się o ścianę i zasypiam. Od teraz będę
Cię chronić. Ochronię Cię przed światem.