Spadłem w otchłań. Nie mam
pojęcia jak to się stało. Przecież byłaś już tak blisko. Twe ciepłe oczy, ale
uśmiech jakże zimny były na wyciągnięcie dłoni. A teraz co? Mam tu tkwić, aż
znowu nie wyciągną mnie anioły? Już po mnie nie przyjdą. Znają moją śpiewkę.
Wiedzą, że wszystko ze mnie upłynęło. Ale ja nie poddam się tak łatwo. Nie
ucieknę. Nie zapędzą mnie do kąta jak wystraszonego kota. Jestem silny.
Sprawię, że będą bać się mnie jeszcze bardziej. Ten dzień nadejdzie! Nie muszą
czekać długo. Oczekiwane zbawienie jest już blisko. A ja ich obserwuję. Patrzę
na ich cienkie duszyczki. Zapominają o swoim celu. To niedorzeczne, irytujące.
Cel istnienia dla tych istot jest nieznany, ale to tylko i wyłącznie ich wina.
Nie potrafią się odnaleźć. Chcą szukać siebie nawet, jeśli w ogóle się nie
rozsypali. Robią wszystko na siłę. Nie potrafią wyczuć piękna. A przecież mają
je na wyciągnięcie ręki. Dlaczego więc są tacy nieuważni? Moje kwiaty już dawno
zwiędły, ale ich zapach pozostanie tutaj jeszcze przez długi okres czasu. Nie
szukaj cierpienia tam gdzie go nie ma. Motyle znają słodkie słowa nieba.