Proszę cię zaśnij. Przestań ryczeć. Nie mogę już
dłużej znieść tego cholernego bełkotu. Wbijasz we mnie swoje pazury, a ja nie
mogę nic zrobić. Nie mogę się poruszyć, a nawet spojrzeć w innym
kierunku. To okropne. To cudowne! Pierwszy raz czuję się tak dobrze!
Jest wręcz idealnie. Zastygnijmy. Uśnijmy w tym przepięknym bezładzie naszych
rąk. Naszych słów. Słów bez harmonii. Słów, których nigdy nieuporządkujemy.
Słów, które nie mówią nic, a przecież znaczą tak wiele.
Czym do diabła jest nasze istnienie? Jest czymś
wielkim. Czymś przeogromnym. Ale nie pora jeszcze to tłumaczyć. Odnajdziemy
wszystko w odpowiednim czasie. Czasie, który da nam ukojenie i spokój, których
tak nienawidzimy.
Lubię smak porannej kawy. Jest gorzka. Jest
doskonała.