„Dzieci nie powinny się bawić z martwymi stworzeniami

Toczące pianę wrony

Przedarcie na ich skrzydłach

Smutne oczy płaczą szkarłatną krwią”


27 stycznia 2013


Budzę się. Jest ciemno. W ciemności lepiej się umiera. Lepiej się cierpi. Znacznie lepiej. Przy tej pustce. W niewidzialnym świecie. To taka ucieczka. Ucieczka do nieznanego. Bo w cieniu może ukryć się każdy. W środku jest pusto. Bardzo pusto. Kiedyś tak nie było. Nie wiem skąd się wzięło, ale od pewnego czasu już tak jest. Róże więdną. Nie mają już tego koloru co kiedyś. Straciły swój blask. Swój smak i zapach. Stały się niczym. Tak jak ja. Bądźmy strachem. Strachem pełnym nienawiści, cierpienia i łez. Co on czuje? Czuje strach. Strach przed odrzuceniem. Bo ludzie nie chcą się bać. Nie chcą by strach do nich przyszedł. Tak więc strach odczuwa strach. Strach przed samotnością.
Przenoszę wzrok w prawo. Nie ma Cię. Miejsce, w którym leżałaś jest pokryte zaschniętą krwią. To z niedawnej rany, która pewnie Ci się otworzyła, gdy upadałaś. Podnoszę się. Drzwi na taras są otwarte. Podążam w ich stronę. Widzę Cię. Siedzisz na samym brzegu, w miejscu gdzie balustrada jest wyłamana. Nie machasz nogami w powietrzu jak kiedyś. Jesteś przerażona, śmiertelnie przerażona. Odczuwasz strach przed moją duszą. Kiedyś nie bałaś się niczego. Teraz upadłaś. Leżysz na samym dnie. I nieprędko się z niego podniesiesz. Nie licz na mnie. Nie pomogę Ci wstać.
Podchodzę do Ciebie i kucam obok. Nie przenosisz wzroku na mnie, nadal głucho wpatrujesz się w przestrzeń przed sobą. Przyglądam Ci się z zainteresowaniem. Bawisz mnie. Nigdy nie spotkałem kogoś równie zabawnego. Twój ból i strach są naprawdę rozrywkowe. Mój język powoli wędruje po Twoim policzku. Cudownie. Jesteś pomiędzy gorzkim a słodkim. Już czas.